wtorek, 28 sierpnia 2012

Rozdział 13

***
Gdy tylko nastolatka zamknęła drzwi, te główne się otworzyły i wkroczyła jej matka. Omiotła pokój takim spojrzeniem, jakby wszystko ją brzydziło i zapytała:
- Nie widziałeś może mojej córki?
- Nie, proszę pani - odpowiedział uprzejmie, mimo że w środku się w nim gotowało.
- Rozumiem. W takim razie nie będę ci przeszkadzać - powiedziała i opuściła pokój.
Kilka chwil potem, Patricia wyszła z szafy.
- Mało brakowało - rzekła i usiadła z powrotem na łóżku. - Na czym my to...? A, no tak - uśmiechnęła się i pocałowała blondyna.
Nagle drzwi otworzyły się z trzaskiem. Stała w nich matka nastolatki. Widać było, że jest wściekła.
- Wiedziałam! - wykrzyknęła. - Patricio Walker, masz zakaz spotykania się z tym chłopakiem do końca naszego wyjazdu. A ty - podeszła do Niall'a tak blisko, że prawie stykali się nosami - jak śmiałeś mnie okłamać?!
Chłopak wpatrywał się w nią nienawistnym spojrzeniem, a Patricia wykrzyknęła:
- Mamo...! Nie możesz zakazać mi się z nim spotykać!
Nagle zalała się łzami. Jej matka momentalnie znalazła się przy niej, jednak ta ją odepchnęła. Podeszła do blondyna i przytuliła go mocno. Potem ujęła w dłonie jego twarz i pocałowała go czule. Pani Jessy musiała ją od niego odciągnąć. Dziewczyna zdołała jej się wyrwać, jednak nie wróciła już do swojego chłopaka. Popatrzyła tylko na niego smutno i wyszła za matką.
***
Kiedy opuściły pokój blondyna Patricia wycedziła przez zęby:
- Nienawidzę cię.
Jessy zatrzymała się zdziwiona, a ona pobiegła do pokoju i zamknęła się na klucz. Kobieta stała przez chwilę w bezruchu. Zaraz jednak opamiętała się i poszła do swojego pokoju. Chciała omówić to wszystko ze swoim mężem.
- Cześć... - powiedziała na wejściu.
- Cześć. Coś się stało?
- A coś taki podejrzliwy? - zapytała opryskliwie.
- Przepraszam, - odrzekł lekko urażony - ale słyszałem jakieś krzyki. Myślałem, że znowu pokłóciłaś się z Pati.
- No bo tak było.
- Co tym razem? - westchnął James.
- Co?! - wybuchła nagle Jessy. Na samo wspomnienie o tym, wściekała się. - A to, że ten dzieciak śmiał mnie okłamać!
- Pati czy Niall? - zapytał jej mąż, chociaż doskonale znał odpowiedź.
- Oczywiście, że ten tleniony blondasek...
- Posłuchaj mnie - przerwał jej. - Nie obrażaj go.
- A co?! Postanowiłeś trzymać jego stronę?! Nagle stał się ważniejszy ode mnie?!
- Nie, - bronił się James - ale to jest bardzo niegrzeczne. Wychodzisz na osobę niewychowaną.
- Po pierwsze: nie będziesz mi mówił czy jestem dobrze wychowana, czy nie; a po drugie: wolę być niewychowana niż widzieć go codziennie na oczy.
- Dobrze, zrozumiałem. Ale... Naprawdę lepiej by było gdybyś go jednak zaakceptowała. Wtedy nie kłóciłabyś się tak często ze mną i Patricią.
- Nie kłóciłabym się tak często z tobą, gdybyś nie trzymał jego strony...
- A czy to jakiś grzech, że go lubię?! - teraz zdenerwował się także James - Nie wiem... Może się jeszcze przez to rozwiedziemy?!
- To bardzo możliwe - rzekła kobieta, a jej mąż aż zaniemówił ze zdziwienia - Jeśli dalej będziemy się tak codziennie kłócić, to prędzej czy później, złożę pozew o rozwód.
- A pomyślałaś może o naszej córce? Co ona będzie wtedy czuła?
- Przecież ja chcę dla niej jak najlepiej. Jak narazie, załatwiłam jej zakaz spotykania się z tym chłopakiem. A jeśli my się rozwiedziemy, to znowu będzie tak jak dawniej.
- Mówisz tak, jakby to nie była moja córka. Przecież nie będzie tak jak dawniej. Mnie nie będzie.
- A no tak - teraz Jessy chciała już naprawdę dopiec mężowi. - Ale skoro ciebie nie będzie, to będzie nawet lepiej...
- W takim razie złożę pozew o rozwód tego samego dnia, którego wrócimy do Irlandii, ok?
- Świetnie - odwróciła się do niego plecami. - A teraz nie chcę cię tu widzieć.
- To wyjdź - rzekł James.
Jej serce zaczęło bić szybciej ze zdenerwowania. Miała ochotę uderzyć swojego męża, ale na szczęście zrezygnowała. Zamiast tego po prostu opuściła pokój.

sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział 12


Znowu się popłakała. Jak codziennie zresztą. Teraz była już pewna. Kiedy tylko skończy 18 lat, wyprowadza się. Najlepiej do Londynu. Chyba, że będzie jeszcze z Niall'em. Wtedy może zamieszkaliby razem. Jednak w tej chwili wydawało jej się to mało prawdopodobne. Z tymi myślami wbiegła do swojego pokoju. Nie zauważyła nawet, że drzwi były otwarte. Rzuciła się na łóżko i zaczęła szlochać.
- Kochanie. Co się stało? - usłyszała głos obok głowy. Odwróciła głowę w tamtą stronę. Był to jej ojciec. Najwyraźniej niechcący pomyliła pokoje. Teraz już nie miała wyjścia. Musiała powiedzieć tacie, co się wydarzyło na spacerze.
- Chodzi o mamę... - zaczęła.
- Jakby trudno się było domyślić - przerwał jej pan Walker. Na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu, jednak za chwilę zpoważniała i ciągnęła dalej:
- Ona naprawdę nienawidzi Niall'a. Mówiła mi cały czas jak jej się nie podoba. Ale ja zawsze znajdowałam coś, co pokazywało jej, że nie ma racji. Jednak na końcu powiedziała coś, czego już nie wytrzymałam... - tutaj jej głos lekko się załamał. Popatrzyła na ojca. Widziała go jakby przez mgłę, jednak zauważyła, że przypatruje jej się uważnie.
- Tak? Co mianowicie - zapytał wyraźnie zaciekawiony.
- Że nosi spodnie tak, jakby mu miały spaść z tego Irlandzkiego tyłka...
- Naprawdę?
- Tak. Tak dosłownie powiedziała.
- Tutaj się z tobą zgodzę, że to już była gruba przesada. Ostatnio też dużo się z nią kłócę, ale jeszcze nigdy nie powiedziała mi niczego aż tak niemiłego.
- Jest szansa na rozwód? - zapytała Patricia z nadzieją w oczach. Postanowiła "walnąć prosto z mostu".
- Szansa zawsze jest. Jednak ostatnio chyba się od siebie oddalamy i procenty rosną. Jezu...! Przecież ja ci się zwierzam! - wykrzyknął kręcąc głową.
- A... Kiedy byście się już rozwiedli, albo przynajmniej gdybyś chciał się wyprowadzić... Mogłabym pojechać z tobą?
- Oczywiście córeczko. Ale musiałabyś ją od czasu do czasu odwiedzić - rzekł pan James. Nastolatka w odpowiedzi wzniosła oczy ku niebu i westchnęła. Oboje się zaśmiali.
- Czasami dobrze jest się komuś wyżalić - powiedziała i przytuliła tatę.
- Tak, to prawda. Dlatego zawsze chętnie cię wysłucham.
- Dziękuję. Kocham cię - posłała mu szeroki uśmiech i wstała z łóżka.
- Ja ciebie też.
Uśmiechnęła się jeszcze raz i wyszła z pokoju rodziców.

***
Minęły 3 dni od kiedy Niall powiedział Patricii co do niej czuje. Dziewczyna właśnie wróciła z długiej wycieczki, którą zafundowała jej mama. Postanowiła pójść do swojego chłopaka, ponieważ bardzo się za nim stęskniła. Podeszła do drzwi od jego pokoju i zapukała. Rozległo się "proszę". Nacisnęła na klamkę i weszła. Blondyn siedział na łóżku i czytał książkę. Gdy zobaczył nastolatkę, odłożył ją i uśmiechnął się szeroko.
- Cześć kocie - powiedział. - Nie widziałem cię od śniadania. Gdzie byłaś?
- Mama uparła się, żeby pojechać na całodniową wycieczkę - westchnęła blondynka i usiadła obok niego. - Padam z nóg. Od kiedy dowiedziała się, że jesteśmy parą, stara się tak zapełniać mi czas, abyśmy nie mogli się spotykać.
- Nie smutaj - rzekł Niall, a ona uśmiechnęła się. - Jakoś sobie poradzimy.
Pocałował ją. Jak zwykle, kiedy to robił, dziewczyna zapomniała o wszystkim. Przepełniło ją szczęście. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Oderwali się od siebie, a chłopak zapytał:
- Kto tam?
- Tu pani Walker. Możesz mnie na chwilę wpuścić? - jej głos był sympatyczniejszy niż zwykle.
Patricia popatrzyła na niego przerażona.
- Jeśli mnie tu zobaczy, zabije na miejscu - szepnęła. - Mogę się schować do szafy?
- Pewnie - odszepnął blondyn.
Dziewczyna uśmiechnęła się i weszła do szafy.

----------------
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem i mam nadzieję, że pod tym też jakieś się znajdą ;)

piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział 11


***
James poczekał na „proszę” i wszedł do pokoju Niall’a.
- Cześć – powiedział i uśmiechnął się.
- Dzień dobry, proszę pana – odrzekł uprzejmie chłopak.
- James… Mów mi James.
- Dobrze – pokiwał głową na znak, że rozumie i uśmiechnął się blado. Chyba nie czuł się pewnie.
- Chciałem zapytać, czy jest tutaj Patricia. Szukamy jej z Jessy już od kilkunastu minut. Ale widzę, że jest – posłał uśmiech swojej córce. Ona wykrzywiła lekko wargi.
- Jestem wam do czegoś potrzebna? – zapytała unosząc brwi.
- Mi osobiście nie, ale mama chciała z tobą o czymś porozmawiać.
Dziewczyna westchnęła cicho. Na pożegnanie cmoknęła swojego chłopaka w policzek. Wyszła z pokoju.
- Do zobaczenia – rzekł James do Niall’a. Chłopak tylko pomachał lekko ręką.

***
Niall pomachał panu Walkerowi. Wiedział, że nie da rady być z nim na "ty". Jednak teraz nie chciał o tym myśleć. Postanowił porozmawiać z Harry'm. Chciał komuś powiedzieć o tym, jak matka Patricii się na nim wyżywa. Po prostu się komuś wyżalić. Włączył komputer i zadzwonił do Styles'a. Już chwilę później na ekranie pojawiła się głowa chłopaka.
- Hej - przywitał się uśmiechając się promiennie.
- Cześć - odpowiedział blondyn.
- Coś taki smutny? - najwidoczniej zauważył zatroskanie chłopaka - Nie układa ci się z nową dziewczyną? - zakpił.
- Akurat z Patricią mi się układa. Gorzej z jej matką.
- Rozumiem. Wyżal mi się - Harry doskonale wiedział, o co chodziło Niall'owi.
- Ona mnie naprawdę nienawidzi. Nic jej we mnie nie pasuje. Jak nie ubranie, to źle ułożone włosy. Zawsze jak skomplementuję Patricię, to krzywi się z niesmakiem.
- Nie przesadzaj. Na pewno nie jest aż tak źle.
- Patricia może to potwierdzić. A jeśli nie, to nagram ci kiedyś naszą rozmowę.
- No dobra. Może rzeczywiście jest okropna. Ale to nie znaczy, że masz rezygnować z Pati...
- Nawet nie miałem zamiaru - przerwał mu stanowczo blondyn. - Chciałem ci się po prostu wyżalić. Nawet przez chwilę nie pomyślałem o tym, żeby z nią zerwać, albo, kiedy jeszcze nie byliśmy parą, zrezygnować z niej. Kocham ją i jej matka nam nie przeszkodzi.
- Ok. Uspokój się.
- Przepraszam. Ale ile razy myślę o tej kobiecie, strasznie się denerwuje.
- Nie dziwię ci się. Nie... W sumie to ci się dziwię. Czemu się jej jeszcze nie postawiłeś?
- Stawiałem jej się. Ale ona za każdym razem mówiła "Nie pozwalaj sobie" albo coś w tym rodzaju...
Styles spojrzał na zegarek. Jego oczy rozszerzyły się.
- Rozumiem. Przepraszam, ale muszę już kończyć. Umówiłem się z jedną dziewczyną.
- Ok. Nie ma sprawy - Niall machnął ręką i uśmiechnął się do przyjaciela. - Do zobaczenia.
- Pa - powiedział Harry.
Chłopak wyłączył komputer i położył się na łóżku. Leżał przez chwilę bezczynnie. Postanowił poczytać. Wziął do ręki książkę i oparł się o ścianę.
***
- O co chodzi tym razem? - zapytała zirytowana nastolatka.
- Chciałam się z tobą przespacerować i porozmawiać.
- To znaczy, że same? Bez taty?
- Tak, bez taty - potwierdziła kobieta.
- Dopiero teraz się o tym dowiedziałem, ale skoro tak, to... Do zobaczenia - wtrącił się jej mąż.
- Cześć - odpowiedziały razem. Popatrzyły na siebie, jednak nie uśmiechnęły się. Pan Walker westchnął pod nosem i poszedł do pokoju.
- Więc... - zaczęła nastolatka - o czym chciałaś ze mną porozmawiać, skoro nawet tata nie może z nami iść?
- O Niall'u.
- Dobrze - dziewczyna zgodziła się, bo chciała wygarnąć matce. Na twarzy kobiety pojawiło się chwilowe zdziwienie. Za chwilę jednak opanowała się i powiedziała:
- On mi się nie podoba...
- Nie musi ci się podobać. Ważne, że ja go kocham, bo przecież jest moim chłopakiem, prawda?
- Nie chodzi tutaj o wygląd, ale o zachowanie. W ogóle cię nie komplementuje...
- Nie spędzasz z nami całego czasu. Nie jesteś razem z nami w pokoju. A zresztą ja nie potrzebuję komplementów na każdym kroku. Wystarzczy, że czasami mnie skomplementuje, ale z serca, a nie po to, żeby mi się przypodobać.
- Wziął dzisiaj dość drogie danie... - nie dawała za wygraną pani Jessy.
- Może dlatego, że tata powiedział "Chłopcze, nie patrz na ceny. Bierz co chcesz"? - Patricia za wszelką cenę chciała udowodnić matce, że nie ma racji. Jednak pani Walker była typem takiej kobiety, która kiedy nawet wie, że nie ma racji, nie przyznaje się do tego. Brnie natomiast dalej, aż całkowicie się zakopie.
- Jak on nosi te spodnie. Wyglądają, jakby za chwilę miały mu się zsunąć z tego Irlandzkiego tyłka.
- Nie waż się tak wyrażać o Niall'u! - wybuchła nastolatka - Jak można być tak nietolerancyjnym?! Nie łatwiej byłoby go po prostu zaakceptować?! Nie, bo ty zawsze musisz postawić na swoim! Zrozum, że ty go nie zmienisz! I dobrze, bo ja kocham go takiego, jakim jest!
Pobegła do hotelu, zostawiając zdziwioną, ale także wśkiekłą matkę na środku ulicy.